Z życia białego kuca

Antoni Kwapisz
22.10.2015

Historia moja i mojej rodziny z białym kucem zaczęła się w dniu I Komunii Św. mojej córki, kiedy to podczas przyjęcia komunijnego przed dom podjechał samochód ze specjalną przyczepą. Z przyczepy wyskoczył zdezorientowany nowym miejscem piękny, śnieżnobiały kuc szetlandzki. Gringo, bo tak ma na imię koń, który od tamtej chwili całkowicie stał się nr1 w naszym gospodarstwie jest prezentem komunijnym dla naszej córki od chrzestnego.

Kiedy wszyscy goście wyszli by z bliska przyjrzeć się zwierzęciu, on ignorując ciekawskich łapczywie skubał krótką, wiosenną trawę pod lasem. Aparaty fotograficzne raz po raz uwieczniały te chwile, a i sąsiedzi nie kryli wielkiego zainteresowania.
Od tamtej chwili prawie każdy dzień upływał w końskiej atmosferze i pod Gringa kopytem, który wciąż miał nowe pomysły by umilić czas sobie i nam.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie